{"id":88,"date":"2020-09-28T20:10:07","date_gmt":"2020-09-28T18:10:07","guid":{"rendered":"http:\/\/janglaba.jezuici.pl\/?p=88"},"modified":"2020-09-28T20:10:07","modified_gmt":"2020-09-28T18:10:07","slug":"zaloba","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/?p=88","title":{"rendered":"\u017ba\u0142oba"},"content":{"rendered":"<h1><strong>I<br \/>\n<\/strong><\/h1>\n<p style=\"text-align: justify\">Budzik zadzwoni\u0142 o 5<sup>45 <\/sup><span style=\"font-size: 18px\">\u2013 dzwoni ju\u017c tak od lat. Od lat te\u017c nikogo ju\u017c nie budzi, bowiem nastawiaj\u0105cy go co wiecz\u00f3r w\u0142a\u015bciciel, naturalnie wyrywany jest ze snu na kilka minut przed nim. Nastawia go, mimo, \u017ce nie spe\u0142nia swej podstawowej roli \u2013 budzenia \u2013 poniewa\u017c wierzy g\u0142\u0119boko w sens porz\u0105dku i harmonii, a tak\u017ce w towarzysz\u0105ce mu fatum, kt\u00f3re to wyczuwszy, \u017ce budzik jest nienastawiony zrz\u0105dzi losem&nbsp; tak, i\u017c tego dnia akurat nie obudzi si\u0119 o wyznaczonym czasie.<\/span><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Oko\u0142o godziny 6<sup>15 <\/sup>jest pan Tarnowicki ju\u017c po porannej toalecie. A wygl\u0105da ona w ten spos\u00f3b. Najpierw patrzy przez kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 w lustro, chc\u0105c dobrze zobaczy\u0107, jak wygl\u0105da jego twarz, czy s\u0105 na niej jakie\u015b skazy albo grymas \u2013 tych stara si\u0119 za wszelk\u0105 cen\u0119 wystrzega\u0107, gdy\u017c jak s\u0105dzi, nie przystoi cz\u0142owiekowi powa\u017cnemu \u2013 a za takiego siebie uwa\u017ca \u2013 krzywi\u0107 si\u0119 ani ze smutku, ani z rado\u015bci. Twarz winna by\u0107 spokojna jak niewzruszona tafla wody a jako, \u017ce do wody przyr\u00f3wnuje swe lico, to po tej wnikliwej, cho\u0107 wcale nied\u0142ugiej obserwacji lustrzanego swego odbicia, rozpoczyna golenie. Po nim ju\u017c tylko energicznymi, kolistymi ruchami, o du\u017cej sile nacisku, czy\u015bci z\u0119by szczoteczk\u0105 i opuszcza toalet\u0119. Wychodz\u0105c przerzedza rozwartymi szeroko palcami lewej d\u0142oni w\u0142osy, uk\u0142adaj\u0105c je na prawo. Tak wyszykowany got\u00f3w jest rozpocz\u0105\u0107 dzie\u0144.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Wobec faktu, \u017ce porz\u0105dek i harmonia nie s\u0105 dla niego sprawami bez znaczenia, &#8211; a wr\u0119cz przeciwnie \u2013 s\u0105 wyznacznikiem jego dobrego funkcjonowania, to owo rozpocz\u0119cie dnia, kt\u00f3re roboczo nazwa\u0142 <em>rozmy\u015blaniem, <\/em>jest bardzo schematyczne: do szarej kawiarki wsypuje kaw\u0119, staranie ubijaj\u0105c po sam brzeg \u2013 od kilku miesi\u0119cy zaniedba\u0142 zwyczaj samodzielnego mielenia ziaren \u2013 i zalewa wod\u0105, stawiaj\u0105c naczynie na \u015bredniej wielko\u015bci palnik gazu. Stoj\u0105c przed kuchenk\u0105, wpatruje si\u0119 w blaszany czajniczek i gdy tylko do jego uszu dochodzi charakterystyczny d\u017awi\u0119k parzenia, oddzielenia cieczy od fus\u00f3w, leciutko unosi lewy k\u0105cik ust do g\u00f3ry szybko jednak z powrotem go wyr\u00f3wnuj\u0105c, chc\u0105c w ten spos\u00f3b unikn\u0105\u0107 odst\u0119pstwa od regu\u0142y o grymasach.&nbsp; Ze szklank\u0105 kawy, kt\u00f3ra trzyma w malutkim, kiczowato zdobionym koszyczku \u2013 uchwycie, kt\u00f3rego obecnie nie wielu ju\u017c w domu posiada, a jeszcze mniej u\u017cywa, zasiada w fotelu i rozpoczyna przegl\u0105d dnia wczorajszego. Przypomina sobie minione dzia\u0142ania w\u0142asne i informacje z kraju i \u015bwiata z przer\u00f3\u017cnych dziedzin i oddaje si\u0119 ich analizie, wyci\u0105ganiu wniosk\u00f3w, czy formu\u0142owania w\u0142asnych problem\u00f3w i ich rozwi\u0105za\u0144. Tematem jest dzie\u0144 miniony, bo po nocnym odpoczynku, jest ju\u017c wolny od emocji i z du\u017c\u0105 neutralno\u015bci\u0105 potrafi im si\u0119 przyjrze\u0107 i zaj\u0105\u0107 stanowisko. Poranna pora jest te\u017c najlepsza z powodu \u015bwie\u017co\u015bci umys\u0142u. Trwa to oko\u0142o trzydziestu minut, chyba, \u017ce postanowi co\u015b zapisa\u0107 \u2013 w\u00f3wczas czas <em>rozmy\u015blania <\/em>mo\u017ce przed\u0142u\u017cy\u0107 si\u0119 nawet do trzech kwadrans\u00f3w, bowiem, nim co\u015b zapisze, najpierw spaceruje wzd\u0142u\u017c pokoju, formu\u0142uj\u0105c t\u0119 my\u015bl i wypowiadaj\u0105c p\u00f3\u0142g\u0142osem. Dzi\u015b w\u0142a\u015bnie wpad\u0142a mu do g\u0142owy my\u015bl godna zapisania, lecz w po\u0142owie przechadzania si\u0119 i pr\u00f3by jak najlepszego jej uj\u0119cia w s\u0142owach, nast\u0105pi\u0142 moment skandaliczny i nieprzewidziany, burz\u0105cy tak sprawnie budowan\u0105 od samego przebudzenia harmoni\u0119 i porz\u0105dek. W mieszkaniu rozleg\u0142 si\u0119 d\u017awi\u0119k dzwonka. Pan Tarnowicki zatrzyma\u0142 si\u0119. Przez kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119, tak\u0105, kt\u00f3rej d\u0142ugo\u015b\u0107 trwania mierzy si\u0119 mrugni\u0119ciem oka, zamar\u0142. Dzwonek, w przeciwie\u0144stwie do budzika, nie dzwoni\u0142 w jego mieszkaniu prawie nigdy. W\u0142a\u015bciwie odwiedziny zdarzaj\u0105 si\u0119 rzadko, a kiedy ju\u017c w do\u015b\u0107 sporego metra\u017cu mieszkaniu na trzecim pi\u0119trze kamienicy wzniesionej jeszcze przed wojn\u0105 przez Niemc\u00f3w, pojawiaj\u0105 si\u0119 go\u015bcie, to zawsze s\u0105 to wizyty wcze\u015bniej um\u00f3wione, zaplanowane i dok\u0142adnie przygotowane. Nie lubi zaskocze\u0144, ale jako \u017ce jeszcze bardziej dra\u017cni go niepewno\u015b\u0107, zdecydowanym krokiem podchodzi do drzwi i przekr\u0119caj\u0105c g\u00f3rny ich zamek, uchyla je pod niedu\u017cym k\u0105tem, nie chc\u0105c odebra\u0107 sobie resztek poczucia kontroli nad sytuacj\u0105. Po drugiej stronie dostrzega listonosza:<br \/>\n<!--nextpage--><br \/>\n&#8211; <strong><em>polecony, do pana Tarnowickiego, to Pan?<\/em><\/strong> \u2013 s\u0142yszy pytanie od pocztowego dor\u0119czyciela.<br \/>\n<em>&#8211; <strong>dzie\u0144 dobry<\/strong><\/em> \u2013 odpowiada takim tonem, by wprawi\u0107 w zawstydzenie niespodziewanego go\u015bcia i da\u0107 mu do zrozumienia, \u017ce od tych dw\u00f3ch s\u0142\u00f3w tworz\u0105cych kurtuazyjne, acz formalne i grzeczne przywitanie winno si\u0119 zacz\u0105\u0107<br \/>\n&#8211; <strong><em>to ja<\/em><\/strong><em> \u00ad<\/em>\u2013 dopowiada od razu, by nie stworzy\u0107 listonoszowi okazji do naprawienia zauwa\u017conego nietaktu.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">&#8211; <strong><em>prosz\u0119 tu podpisa\u0107 i list jest dla pana<\/em><\/strong> \u2013 odpowiada wyra\u017anie speszony gruby m\u0119\u017cczyzna w \u015brednim wieku, dla kt\u00f3rego wej\u015bcie po kr\u0119tych schodach kamienicy musia\u0142o by\u0107 nie lada wysi\u0142kiem, bo wci\u0105\u017c jeszcze \u0142akomie \u0142apie powietrze staraj\u0105c si\u0119 mo\u017cliwie jak najciszej wyr\u00f3wna\u0107 nieregularny oddech.<br \/>\n<strong>&#8211; <em>dobrego dnia <\/em>\u2013 <\/strong>rzuca b\u0142yskawicznie przy odbieraniu po\u015bwiadczonej karty dor\u0119czenia, chc\u0105c unikn\u0105\u0107 ponownego wyrzutu od odbieraj\u0105cego przesy\u0142k\u0119.<br \/>\n<strong>&#8211; <em>dobrego dnia <\/em>&#8211;<\/strong> rzuca wpatrzony w kopert\u0119 i starannie wykaligrafowane na niej litery tworz\u0105ce<br \/>\nw ca\u0142o\u015bci adres jego zamieszkania oraz imi\u0119 i nazwisko.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Zamyka drzwi i powraca do pokoju, w kt\u00f3rym si\u0119 przechadza\u0142, nim listonosz wybi\u0142 go d\u017awi\u0119kiem dzwonka ze skupienia. W drodze do salonu sam przed sob\u0105 stwierdzi\u0142, \u017ce godny politowania jest fakt, \u017ce wszystkie szanowane niegdy\u015b zawody, obecnie staj\u0105 si\u0119 profesjami budz\u0105cymi za\u017cenowanie. Nie zna\u0142 listonosza, kt\u00f3ry go odwiedzi\u0142, ale wci\u0105\u017c przed oczami ma obraz jego niechlujnej flanelowej koszuli i wytartych jeans\u00f3w. I jeszcze ten bazarowy w\u00f3zek z wykrzywionymi k\u00f3\u0142kami&#8230; Zastanawia si\u0119 kiedy nast\u0105pi\u0142a tak mocna metamorfoza tego niegdy\u015b urz\u0119dniczego zawodu. Kto wpad\u0142 na pomys\u0142, by zrezygnowa\u0107 z pocztowego munduru, rogatywki, a w konsekwencji i dobrych manier. O jak\u017ce wielki musi by\u0107 smutek w\u015br\u00f3d os\u0142awionych bohatersk\u0105 chwa\u0142\u0105 Obro\u0144c\u00f3w Poczty Gda\u0144skiej, kt\u00f3rzy spogl\u0105daj\u0105 na swoich nast\u0119pc\u00f3w z wysokiego nieba.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Gdy doszed\u0142 do salonu, nie kontynuuje tego rozwa\u017cania. Stara si\u0119 odtworzy\u0107 teraz sw\u0105 genialn\u0105 my\u015bl sprzed rozproszenia, ale wszystkie jego wysi\u0142ki zdaj\u0105 si\u0119 na nic \u2013 ca\u0142a jego uwaga skupia si\u0119 na tajemniczej kopercie, kt\u00f3rej enigmatyczno\u015bci dodaje czerwony lak strzeg\u0105cy ukrytego w niej listu. Nie jasny jest te\u017c nadawca, przynajmniej nie ujawni\u0142 swej to\u017csamo\u015bci na kopercie. Tak, wi\u0119c kontynuuj\u0105c <em>rozmy\u015blanie, <\/em>chodzi wzd\u0142u\u017c pokoju, ale nie zajmuje si\u0119 wcale pierwotnie powzi\u0119t\u0105 refleksj\u0105. Bierze ostatniego \u0142yka wystudzonej ju\u017c kawy i pozostawiaj\u0105c nieotwarty list na fotelu, idzie przygotowa\u0107 \u015bniadanie. List, co prawda nie daje mu spokoju, ale oszukuje sam siebie przez ca\u0142y czas kulinarnej pracy, \u017ce nic w nim nadzwyczajnego i, \u017ce odczyta go dopiero po napisaniu kolejnego rozdzia\u0142u swojej <em>tezy <\/em>&#8211; tak nazywa pisan\u0105 w tym czasie rozpraw\u0119 quasi filozoficzn\u0105, w kt\u00f3rej traktuje o marno\u015bci czas\u00f3w, w jakich przysz\u0142o mu \u017cy\u0107 i totalnym odwrocie od wszelkich warto\u015bci, praw, tradycji i obyczaj\u00f3w mu wsp\u00f3\u0142czesnych. Ten list, jego ciekawo\u015b\u0107, to jak zauwa\u017ca, nawet dodatkowy czynnik motywacyjny do tego, by \u00f3w rozdzia\u0142 opracowa\u0107 szybko i sprawnie. W trakcie tej pertraktacji z samym sob\u0105 zd\u0105\u017cy\u0142y ugotowa\u0107 si\u0119 dwa jajka, rzecz jasna na mi\u0119kko. Ostudzi\u0142 je zimn\u0105 wod\u0105, wsadzi\u0142 je do imituj\u0105cych porcelan\u0119 kieliszk\u00f3w i ostukawszy \u0142y\u017ceczk\u0105 g\u00f3rn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 skorupki, otworzy\u0142 je i zjad\u0142, podgryzaj\u0105c przy tym grubo posmarowan\u0105 mas\u0142em skibk\u0119 razowego chleba z sol\u0105. Po tym skromny, ale daj\u0105cym wystarczaj\u0105co energii do rozpocz\u0119cia starcia z <em>tez\u0105 <\/em>posi\u0142ku, Pan Tarnowicki zanurzy\u0142 naczynia w zlewie wype\u0142nionym wod\u0105 i uda\u0142 si\u0119 do swojego gabinetu. <!--nextpage--><\/p>\n<h1><strong>II<\/strong><\/h1>\n<p style=\"text-align: justify\">W powietrzu unosi\u0142y si\u0119 k\u0142\u0119by szaro mglistego dymu, kt\u00f3re da\u0142o zauwa\u017cy\u0107 si\u0119 przez wpadaj\u0105ce szczelinami aluminiowych, nieco powyginanych \u017caluzji, promienie s\u0142o\u0144ca. Zgarbiony Tarnowicki siedzia\u0142 na szerokim krze\u015ble i krzaczastym pismem zape\u0142nia\u0142 kolejne strony grubego brulionu:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>&#8230; <\/em><em>pokolenia powojenne XX wieku i ci, kt\u00f3rych wychowali p\u00f3\u017aniej, najd\u0142u\u017cej w historii ciesz\u0105ce si\u0119 wzgl\u0119dnym pokojem, wolno\u015bci\u0105 i dobrobytem, uwierzy\u0142y w najwi\u0119ksze k\u0142amstwo, kt\u00f3re sw\u00f3j pocz\u0105tek bierze w rajskim ogrodzie Eden i pojawia si\u0119 w dialogu w\u0119\u017ca z pierwszymi lud\u017ami. Owo k\u0142amstwo, kt\u00f3rego jeste\u015bmy spadkobiercami i na nasze nieszcz\u0119\u015bcie zas\u0142uchanymi odbiorcami, brzmi: \u201eb\u0119dziecie bogami\u201d. Cz\u0142owiek naszych czas\u00f3w uwierzy\u0142 w nie na tyle mocno, \u017ce teoretyczne jego za\u0142o\u017cenie pocz\u0105\u0142 przek\u0142ada\u0107 na praktyk\u0119. Cz\u0142owiek XXI wieku uwierzy\u0142, \u017ce ma prawo eksploatowa\u0107 Ziemi\u0119 jak dyktator, zbrodniarz i z\u0142odziej, a nie dba\u0107 o ni\u0105 jak dobry Kr\u00f3l i zatroskany Pan. Cz\u0142owiek odwr\u00f3ci\u0142 pierwotny porz\u0105dek rzeczy i pocz\u0105\u0142 wyzyskiwa\u0107 jeden drugiego, animalizuj\u0105c cz\u0142owieka, w zamian \u2013 jako, \u017ce w przyrodzie nic nie ginie &#8211; humanizuj\u0105c zwierz\u0119ta.<\/em><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p><\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Czyta\u0142 na szybko pierwszy z teraz zapisanych akapit\u00f3w, zaci\u0105gaj\u0105c si\u0119 przy tym papierosem. A gdy odkas\u0142a\u0142 siadaj\u0105cy na p\u0142uca dym, pisa\u0142 dalej.<\/em><\/p>\n<blockquote><p>&nbsp;<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Pokolenia postkomunistyczne i ci, kt\u00f3rych wychowali p\u00f3\u017aniej, wykorzystuj\u0105c wolno\u015b\u0107 i brak ucisku, zacz\u0119\u0142o stopniowo depta\u0107 idea\u0142y, tradycje i zwyczaje wcze\u015bniej obowi\u0105zuj\u0105ce, kt\u00f3re to przecie\u017c ucisk pozwoli\u0142y przeku\u0107<br \/>\nw wolno\u015b\u0107. I tak dzi\u015b chrze\u015bcija\u0144skie korzenie Europy zamiast by\u0107 wyznacznikiem moralnego porz\u0105dku i obyczaj\u00f3w, s\u0105 niepo\u017c\u0105dane, czy wr\u0119cz dyskredytowane w przestrzeni publicznej, uwa\u017cane za relikty wiek\u00f3w \u015brednich i rozwi\u0105zania niepasuj\u0105ce do dzisiejszych reali\u00f3w, a nierzadko publicznie wyszydzane, i to przez \u015brodowiska, kt\u00f3re tolerancje i szacunek nios\u0105 jako swoje sztandarowe has\u0142a. To w\u0142a\u015bnie te pokolenia zdegradowa\u0142y warto\u015b\u0107 rodziny \u2013 tej prawdziwej, u\u015bwi\u0119conej wiekami i nade wszystko wyp\u0142ywaj\u0105cej wprost z praw natury. Dzi\u015b rodzina z\u0142o\u017cona z kobiety i m\u0119\u017cczyzny i danego im potomstwa, trwa\u0142o\u015b\u0107 ma\u0142\u017ce\u0144stwa, wychowywanie dzieci wg pewnych norm i standard\u00f3w, wedle kt\u00f3rych dziecku nie wszystko wolno i nie rz\u0105dzi, ale wychowywane jest w uleg\u0142o\u015bci \u2013 pos\u0142usze\u0144stwie rodzicom, to wszystko dzi\u015b nie obowi\u0105zuje, albo nie zalicza si\u0119 do stylu \u017cycia, kt\u00f3ry przystoi \u201eelitom\u201d. A skoro o elitach, to nale\u017cy powiedzie\u0107, \u017ce Najja\u015bniejsza nasza Rzeczpospolita od tragicznych jej los\u00f3w w latach 40. XX wieku pozostaje w kwestii elit w \u017ca\u0142obie \u2013 bo te spoczywaj\u0105 albo w katy\u0144skich lasach, albo wydobyte zosta\u0142y ze zrujnowanej stolicy w pami\u0119tnym sierpniu, o ile przed tym czasem nie zosta\u0142y zakatowane w aresztach czy obozach. S\u0105 jeszcze ci, kt\u00f3rych zabi\u0142a Polska Ludowa \u2013 cho\u0107<\/em> <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>gorzej od nich sko\u0144czyli ci, kt\u00f3rych ta Polska Ludowa zostawi\u0142a przy \u017cyciu przetr\u0105caj\u0105c kr\u0119gos\u0142up, rzecz jasna moralny. Garstka, tych, kt\u00f3rzy wci\u0105\u017c jakim cudem \u017cyj\u0105, pozostaje niezauwa\u017cona i nieus\u0142yszana, a nie ma dla inteligencji &nbsp;nic gorszego nad niemoc.&nbsp; <\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>St\u0105d nie mo\u017cna si\u0119 dziwi\u0107, \u017ce kolejni premierzy rz\u0105d\u00f3w tego kraju i jego prezydenci b\u0142a\u017anili si\u0119 wypowiedziami i elementarnymi brakami, kt\u00f3rych wstydzi\u0142by si\u0119 przeci\u0119tny posiadacz przedwojennej ma\u0142ej matury. Nie mo\u017cna mie\u0107 \u017calu do kolejnych ministr\u00f3w, \u017ce podleg\u0142e im resorty odnotowywa\u0142y regresy, albo sta\u0142y zast\u00f3j. Nie mo\u017cna zarzuca\u0107 opozycji, ktokolwiek by jej nie stanowi\u0142 nie konstruktywno\u015bci i braku merytoryki, bo to tak, jakby mie\u0107 pretensje do g\u0142uchego, \u017ce nie s\u0142yszy. Nie dziwi fakt, \u017ce w\u015br\u00f3d m\u0142odzie\u017cy nie ma d\u017centelmen\u00f3w, ani dam.<\/em><\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\">Przypomnia\u0142 mu si\u0119 przeczytany nie dawno dowcip, kt\u00f3ry wcale go nie \u015bmieszy\u0142, a jedynie utwierdzi\u0142 w jego zatrwa\u017caj\u0105cej diagnozie dzisiejszego \u015bwiata, a brzmia\u0142 tak: \u201eC\u00f3rki pisz\u0105 z wakacyjnego wyjazdu SMS-a do swojej mamy; &lt; mamo, bawimy si\u0119 jak damy, a jak nie damy, to si\u0119 nie bawimy&gt;. Tarnowicki westchn\u0105\u0142 g\u0142\u0119boko, gdy odtworzy\u0142 sobie ten \u017cart w g\u0142owie i z jeszcze wi\u0119kszym zaanga\u017cowaniem ni\u017c wcze\u015bniej wr\u00f3ci\u0142 do pisania.<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Jeste\u015bmy na schy\u0142ku &#8211; u ko\u0144ca epoki &#8211; cho\u0107 w latach 20. Koniec epoki tym razem nie nast\u0105pi\u0142 o w\u0142a\u015bciwym sobie czasie, ale to nie znaczy, \u017ce zosta\u0142 odwo\u0142any, nie on zosta\u0142 jedynie odsuni\u0119ty w czasie. P\u00f3ki ostatni przebudzeni wiedz\u0105, pami\u0119taj\u0105 i kultywuj\u0105 w swym \u017cyciu codziennym poprzedni moralny stan rzeczy, p\u00f3ty b\u0119dzie on odsuwany. I cho\u0107 zagra\u017caj\u0105 mu ideologicznie pozbawione wszelkiej moralno\u015bci marsze, cho\u0107 godz\u0105 w niego ob\u0142uda i grzechy depozytariuszy warto\u015bci katolickich, patriotycznych i inteligenckich, to jednak p\u00f3ki my \u017cyjemy, jest nadzieja.&nbsp; <\/em><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>O tempora, o mores [z \u0142ac. o czasy, o obyczaje!] g\u0142osi staro\u017cytna sentencja \u0142aci\u0144ska i jak\u017ce aktualne i pe\u0142ne wymowy staje si\u0119 jej dzisiejsze brzmienie. P\u00f3ki mi \u017cyjemy&#8230;, ale co powiedz\u0105 o nas pokolenia przysz\u0142e? Czy je\u015bli ci, na kt\u00f3rych patrz\u0119 dzi\u015b krytycznym okiem, wychowali kolejnych w tak dramatycznym duchu upadku wszystkiego co wznios\u0142e, pami\u0119taj\u0105c owe czasy warto\u015bci, to znaczy, \u017ce ci, kt\u00f3rym wpojono t\u0105 marno\u015b\u0107 naszych czas\u00f3w i ukazano jako fundament, zbuduj\u0105 na nim pomnik nihilizmu przed kt\u00f3rym bi\u0107 b\u0119dziemy czo\u0142em wraz z tymi, kt\u00f3rzy po nas zostan\u0105. <\/em><em>Dzi\u015b staje z Ni\u0105 nad przepa\u015bci\u0105, zaprowadzony nad ni\u0105 przez napieraj\u0105ca zewsz\u0105d marno\u015b\u0107 i w imi\u0119 niezgody got\u00f3w jestem by\u0107 z niej str\u0105cony. <\/em><\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\"><!--nextpage--><br \/>\nGdy wykrzywiona nieco stal\u00f3wka wiecznego pi\u00f3ra postawi\u0142a kropk\u0119 po ostatnim zdaniu finalnego z rozdzia\u0142\u00f3w <em>tezy, <\/em>Tarnowicki g\u0142o\u015bno wypu\u015bci\u0142 z p\u0142uc powietrze i jeszcze g\u0142o\u015bniej zakas\u0142a\u0142 charakterystycznym dusz\u0105cym kaszlem palacza i wsta\u0142 zza ci\u0119\u017ckiego d\u0119bowego biurka, ocieraj\u0105c chusteczk\u0105 zakrzywion\u0105 stal\u00f3wk\u0119 z nadmiaru zgromadzonego na niej czarnego atramentu. Otworzy\u0142 w\u0105skie balkonowe drzwi, kt\u00f3re od dawno dopraszaj\u0105 si\u0119 o naoliwienie zawias\u00f3w, wpuszczaj\u0105c tym samym do zadymionego pokoju \u017cyciodajny tlen. Przez moment silne uderzenie czystego powietrza w jego nozdrza wprawi\u0142y go w zamroczenie, ale po chwili przesz\u0142y, wi\u0119c nie zd\u0105\u017cy\u0142 nawet odczu\u0107 dyskomfortu. Po sko\u0144czonej pracy mia\u0142 zwyczaj <em>przechadzki, <\/em>czyli oko\u0142o godzinnego spaceru po swojej przydomowej okolicy. Lokalizacj\u0119 trzeba przyzna\u0107, mia\u0142 \u015bwietn\u0105. Centrum du\u017cego miasta, a jednak sielankowy klimat m\u0105drej germa\u0144skiej zabudowy. Po jednej stronie ulicy trzypi\u0119trowa kamienica wielorodzinna, kt\u00f3r\u0105 zamieszkiwa\u0142, naprzeciwko niskie domy jedno lub dwurodzinne. Za nimi pi\u0119kny, niedu\u017cy park, z ma\u0142ym akwenem, w kt\u00f3rym p\u0142ywa\u0142y kaczki i \u0142ab\u0119dzie, a uwa\u017cny obserwator dostrzec m\u00f3g\u0142 r\u00f3wnie\u017c rybki, kt\u00f3re raz po raz zostawia\u0142y na tafli wody przez p\u0142askie wyskoki i wynurzenia okr\u0119gi powietrza, kt\u00f3re wygl\u0105da\u0142y jak wodne pier\u015bcienie. Ten w\u0142a\u015bnie parczek z wodnym oczkiem by\u0142 celem jego spacer\u00f3w. Za\u0142o\u017cy\u0142 na pokryt\u0105 kruczoczarnymi rzadkimi w\u0142osami g\u0142ow\u0119 szeroko kraciasty kaszkiet i wiosenny szary p\u0142aszcz si\u0119gaj\u0105cy do kolanowego zgi\u0119cia, gdy w m\u00f3zg \u2013 sam jego \u015brodek \u2013 uderzy\u0142a go tak mocno, jak niedawna dawka \u015bwie\u017cego powietrza my\u015bl: LIST.<\/p>\n<h1><strong>III<\/strong><\/h1>\n<p style=\"text-align: justify\">Przeszed\u0142 w pe\u0142nym ju\u017c ubiorze zewn\u0119trznym do salonu, podni\u00f3s\u0142 z fotela tajemnicz\u0105 kopert\u0119, obr\u00f3ci\u0142 j\u0105 jeszcze dwa razy w d\u0142oniach i zrywaj\u0105c czerwony b\u0142yszcz\u0105cy lak, otworzy\u0142 jej wn\u0119trze. W \u015brodku koperta by\u0142a zdobiona cienk\u0105 z\u0142ot\u0105 lini\u0105 zaokr\u0105glaj\u0105c\u0105 si\u0119 w rogach, ale ona by\u0142a tylko swoistym preludium do staro\u015bwieckiej etiudy dozna\u0144, jakie czeka\u0142y na Pana Tarnowickiego. Wyci\u0105gn\u0105wszy lekko usztywnion\u0105 pi\u0119knie zdobion\u0105 ornamentem zamieszczonym w g\u00f3rze i w dole kart\u0119 papieru, pocz\u0105\u0142 czyta\u0107 zapisane na niej s\u0142owa i \u0142\u0105czy\u0107 je w zdania. Twarz jego by\u0142a teraz jeszcze bardziej skupiona i jeszcze bardziej powa\u017cna ni\u017c zwykle. Wpatruj\u0105c si\u0119 w otrzymane zaproszenie, przysiad\u0142 w fotelu, zaginaj\u0105c d\u0142ugi koniec cienkiego p\u0142aszcza. Nieplanowane zaj\u0119cie miejsca w fotelu w nie\u015bwiadomy, acz jak najbardziej naturalny spos\u00f3b przesz\u0142o teraz w zak\u0142\u00f3cone porann\u0105 wizyt\u0105 listonosza <em>rozmy\u015blanie. <\/em>Tym razem nic nie zanotowa\u0142. W\u0142a\u015bciwie jedyne co m\u00f3g\u0142by teraz zapisa\u0107, to niezliczona liczba pyta\u0144: <em>kto wystosowa\u0142 ten list, czy odpowiedzie\u0107 na uj\u0119te w nim zaproszenie?, dlaczego akurat koperta trafi\u0142a do niego?, czy profesor sygnuj\u0105cy zaproszenie w og\u00f3le istnieje, skoro nigdy o nim nie s\u0142ysza\u0142?, i czy na prawd\u0119 w ko\u0144cu znalaz\u0142a si\u0119 grupa ludzi \u201eprzebudzonych\u201d, kt\u00f3ra widzi, tak jak on widzi i czuje, tak jak on czuje?<\/em><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>PREZYDIUM<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>&nbsp;KLUBU AGITATOR\u00d3W WIELKIEJ AWANGARDY \u2013 K. A. W. A.<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>MA ZASZCZYT PROSI\u0106 <\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>JWP. <\/strong><em>Paw\u0142a J. Tarnowickiego<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>O \u0141ASKAWE PRZYBYCIE DNIA 2 KWIETNIA 2020 R.<br \/>\nO GODZ. 17 MIN. 30<br \/>\nDO GMACHU STAREJ GIE\u0141DY PRZY PL. SOLNYM<br \/>\nNA DYSKUSJ\u0118 NAD CZASAMI OBECNYMI.<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: right\"><strong>Z RAMIENIA PREZYDIUM<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: right\"><em>prof. M. Tull \u2013 Juszy\u0144ski&nbsp; <\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>WROC\u0141AW, DN. 1 KWIETNIA 2020<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><!--nextpage--><br \/>\nEnergicznie podni\u00f3s\u0142 si\u0119 z fotela, rozprostowa\u0142 zagnieciony tren p\u0142aszcza, wy\u015brodkowa\u0142 daszek kraciastej czapki i wyszed\u0142 z domu na spacer, na kt\u00f3rym zamiast odpocz\u0105\u0107 i zregenerowa\u0107 si\u0142y, rozpocz\u0105\u0142 burzliwy wy\u015bcig w\u0142asnych my\u015bli, kt\u00f3ry mia\u0142 pom\u00f3c mu odpowiedzie\u0107 sobie na wszystkie pytania zrodzone podczas nieplanowanego rozmy\u015blania w fotelu.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">List ten, a w\u0142a\u015bciwie zamieszczone w nim zaproszenie bardziej napawa\u0142o go podekscytowaniem i optymizmem ni\u017c zak\u0142opotaniem, czy strachem i w tym sensie by\u0142 to prze\u0142om w jego \u017cyciu emocjonalnym, kt\u00f3rego oczywi\u015bcie Tarnowicki nie da\u0142 rady zauwa\u017cy\u0107, bo \u017cyciu emocjonalnemu zaniecha\u0142 przygl\u0105da\u0107 si\u0119 dawno temu. Chodzi\u0142 teraz po parku, szuraj\u0105c zamszowymi mokasynami po utwardzonej alejce parku, zostawiaj\u0105c za sob\u0105 bia\u0142\u0105 smug\u0119 kurzu, kt\u00f3ra w swej konsystencji podobna by\u0142a do mglistej chmurki papierosowego dymu, kt\u00f3rym wype\u0142ni\u0142 si\u0119 jego gabinet w czasie ko\u0144czenia pracy nad <em>tez\u0105. <\/em>Ta smuga kurzu nios\u0142a za sob\u0105 pewn\u0105 zmian\u0119 w nastroju spaceruj\u0105cego m\u0119\u017cczyzny i gdy ko\u0144czy\u0142 on trzecie okr\u0105\u017cenie wodnego oczka pe\u0142nego kaczek i ma\u0142ych rybek, kt\u00f3ry za ka\u017cdym razem z zaciekawieniem wypatruje, zatrzyma\u0142 si\u0119 gwa\u0142townie i stan\u0105\u0142 spi\u0119ty od czubka g\u0142owy a\u017c po same stopy. Teraz wyra\u017anie dostrzeg\u0142 towarzysz\u0105ce mu podekscytowanie i optymizm, bo w\u0142a\u015bnie znikn\u0119\u0142y. Tarnowicki odtwarza\u0142 w g\u0142owie przez ca\u0142y ten czas wygl\u0105d zaproszenia, i w tym w\u0142a\u015bnie momencie do jego \u015bwiadomo\u015bci doszed\u0142 fakt wcze\u015bniej niezauwa\u017cony: DATA.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Jak m\u00f3g\u0142 by\u0107 tak g\u0142upi \u2013 z za\u017cenowaniem zada\u0142o sam sobie to pytanie, formu\u0142uj\u0105c je \u015bwiadomiew trzeciej osobie liczby pojedynczej, by bezpo\u015brednio nie oskar\u017ca\u0107 samego siebie o to przeoczenie.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Prima dies Aprillis [z \u0142ac. pierwszy dzie\u0144 kwietnia]<\/em>. Sta\u0142 jak sparali\u017cowany. Da\u0142 si\u0119 oszuka\u0107. Teraz ewidentnie na jego twarzy pojawi\u0142 sie grymas. Jest du\u017cy i wcale nie pr\u00f3buje go ukrywa\u0107. Podni\u00f3s\u0142 zakrzywione z\u0142\u0105czone ze sob\u0105 usta do nosa, a przez jego dziurki wypu\u015bci\u0142 mocno powietrze, jak byk, kt\u00f3ry widzi torreadora wymachuj\u0105cego czerwon\u0105 p\u0142acht\u0105. Podobnie jak przy otwieraniu koperty usiad\u0142 w fotelu, tak r\u00f3wnie\u017c teraz rozpocz\u0105\u0142 drugie nie planowane dzi\u015b <em>rozmy\u015blanie,<\/em> siadaj\u0105c na pokrytej zielon\u0105 farb\u0105 drewnianej \u0142awce. W\u0142a\u015bciwie rzecz ujmuj\u0105c, nie by\u0142o to klasyczne rozmy\u015blanie. Ten czas odpoczynku na \u0142awce mia\u0142 by\u0107 pr\u00f3b\u0105 zaakceptowania rzeczywisto\u015bci, w kt\u00f3rej on \u2013 \u015bwiat\u0142y i powa\u017cny Pawe\u0142 Tarnowicki &#8211; da\u0142 si\u0119 oszuka\u0107 w g\u0142upie \u015bwi\u0119to wszystkich b\u0142azn\u00f3w, kt\u00f3rymi na nie\u015bwiadomym poziome pogardza, a kt\u00f3rych na poziomie du\u017cego u\u015bwiadomienia zwyczajnie unika. My\u015bl ta nie daje mu spokoju i w\u0142a\u015bciwie, by mie\u0107 to za sob\u0105 i zachowa\u0107 resztki godno\u015bci, wyra\u017ca rozwa\u017can\u0105 prawd\u0119 w j\u0119zyku, w kt\u00f3rym nawet przyznanie si\u0119 do g\u0142upoty brzmi jako\u015b m\u0105drzej: <em>Asinus asinorum in saecula saeculorum [z \u0142ac. osio\u0142 nad os\u0142ami na wieki wiek\u00f3w]&nbsp; <\/em>Wsta\u0142 z \u0142awki, i tak jak okr\u0105\u017ca\u0142 stawik w duchu obcej mu rado\u015bci, tak wraca\u0142 teraz do swojego mieszkania, na ostatnim pi\u0119trze kamienicy w poczuciu dobrze znanej mu zadumy i smutku.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Nie mia\u0142 ochoty na obiad. Wyj\u0105tkowo te\u017c nie pozmywa\u0142 zanurzonych w wype\u0142nionym wod\u0105 kamiennym zlewie \u015bniadaniowych naczy\u0144. Nie mia\u0142 si\u0142y. Odwiesi\u0142 jedynie na wieszak sw\u00f3j p\u0142aszcz, w kt\u00f3rego lewym r\u0119kawie schowa\u0142 kaszkiet. Na wi\u0119cej nie mia\u0142 si\u0142y. Czu\u0142 si\u0119 jak zwi\u0119d\u0142y kwiat, kt\u00f3ry wprawdzie stoi jeszcze w wazonie, ale nie ma ju\u017c w nim nic z \u017cycia. Przeszed\u0142 do sypialni. Zdj\u0105\u0142 zakurzone od alejowego py\u0142u zamszowe buty, ze skrzyni \u0142\u00f3\u017cka wyj\u0105\u0142 gruby koc i poduszk\u0119 i tak jak by\u0142 ubrany, tak si\u0119 po\u0142o\u017cy\u0142 i wraz z okryciem si\u0119 kocem i u\u0142o\u017ceniem g\u0142owy na poduszce, pierwszy raz zasn\u0105\u0142 r\u00f3wno z zamkni\u0119ciem powiek. Obserwuj\u0105c teraz Pana Tarnowickiego, mo\u017cna by\u0142o odnie\u015b\u0107 wra\u017cenie, \u017ce obj\u0119cie Morfeusza tym razem nie jest uchwytem atlety. \u015api\u0105cy bowiem raz po raz wierzga nogami, jakby bieg\u0142 \u2013 a przecie\u017c jego powaga biega\u0107 mu nie pozwala \u2013 i przekr\u0119ca si\u0119 z boku na bok, jak majtek rzucany na statku w czasie sztormu od burty do burty. Manewry jego cia\u0142a trwaj\u0105 dobry kwadrans, a uspokojeniem tych ruch\u00f3w okazuje si\u0119 by\u0107 wysi\u0142ek pracy m\u00f3zgu \u2013 ten to w kontrze do biegania znany mu jest bardzo dobrze \u2013 pojawi\u0142 si\u0119, bo \u015bpi\u0105cy w\u0142a\u015bnie rozpocz\u0105\u0142 uczestnictwo we \u015bnie. <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Plac Solny by\u0142 niemal pusty. W\u0142a\u015bciwie opr\u00f3cz go\u0142\u0119bi i pojedynczych grubo ubranych kwiaciarek sprzedaj\u0105cych w kramikach usytuowanych niemal w centrum ryneczku, nie by\u0142o na nim nikogo. Widzia\u0142 siebie samego, nie b\u0119d\u0105c sob\u0105, ale jakby staj\u0105c si\u0119 niezale\u017cnym od cia\u0142a obserwatorem. Sta\u0142 ko\u0142o miejskiego szaletu, a przed nim jawi\u0142 si\u0119 pi\u0119kny neoklasycystyczny Gmach Starej Gie\u0142dy. Przed g\u0142\u00f3wnym wej\u015bciem sta\u0142o dw\u00f3ch boj\u00f3w w karmazynowych mundurkach, a stali tak nieruchomo, \u017ce mo\u017cna by\u0142o pomy\u015ble\u0107, \u017ce s\u0105 przyklejeni do kolumnady podtrzymuj\u0105cej balkonowy strop. Tarnowicki ubrany w sw\u00f3j najlepszy garnitur i czarny, nieco sfilcowany ju\u017c melonik szed\u0142 w stron\u0119 XIX \u2013 wiecznego budynku. Gdy znalaz\u0142 si\u0119 pod balkonowym sklepieniem, boj stoj\u0105cy przy prawej kolumnadzie, szarpn\u0105\u0142 ci\u0119\u017ckie drewniane drzwi z szyb\u0105 i mosi\u0119\u017cna tr\u00f3jz\u0119bn\u0105 krat\u0105 na niej. P\u0142ynnym ruchem drugiej r\u0119ki wykona\u0142 gest zapraszaj\u0105cy znakomitego go\u015bcia do wn\u0119trza dawnego Pa\u0142acu. Wej\u015bcie do \u015brodka okaza\u0142o si\u0119 przekroczeniem jakiego\u015b niewidzialnego pola magnetycznego, kt\u00f3re pozwala przenie\u015b\u0107 si\u0119 do czas\u00f3w dawno minionych. Przed d\u0119bowymi drzwiami Sali Restauracyjnej po lewej stronie dostrzeg\u0142 sztalug\u0119, a na niej plansz\u0119 zapraszaj\u0105c\u0105 na spotkanie gdzie\u015b ju\u017c widzianego KLUBU AGITATOR\u00d3W WIELKIEJ AWANGARDY. Zdj\u0105wszy z g\u0142owy nakrycie, przerzedzi\u0142 palcami swoje kruczoczarne w\u0142osy i wszed\u0142 do \u015brodka. Jego oczom ukaza\u0142a si\u0119 sala pe\u0142na znakomitych postaci: filozofowie, literaci, politycy i wojskowi, o a tam w dalszej cz\u0119\u015bci Sali malarze, aktorzy, jaki\u015b ksi\u0105dz \u2013 zna go na pewno, ale nie mo\u017ce sobie przypomnie\u0107 sk\u0105d \u2013 s\u0105 przedstawiciele ca\u0142ej inteligencji, no po prostu \u015bmietanka, o kt\u00f3rej z takim ut\u0119sknieniem traktuje w swym dziele. W trakcie tej my\u015bli \u2013 zachwytu Sala milknie. Do m\u00f3wnicy ze srebrnym b\u0142yszcz\u0105cym radiowym mikrofonem podchodzi starszy siwy m\u0119\u017cczyzna zaczesany do ty\u0142u. Wszyscy zgromadzeni wpatrzeni s\u0105 teraz w jego posta\u0107 i zdaje si\u0119, on wpatrzenie to przez moment wykorzystuje, pozwalaj\u0105c, by cisza zbudowa\u0142a odpowiedni klimat napi\u0119cia i ekscytacji. Po chwili mikrofon wydaje kr\u00f3tki pisk spr\u0119\u017cenia i z g\u0142o\u015bnik\u00f3w daje si\u0119 us\u0142ysze\u0107 niski tembr g\u0142osu m\u00f3wi\u0105cy: <em>Wielce Szanowni Panowie, dzie\u0144 dobry. Mam zaszczyt przywita\u0107 Was i podzi\u0119kowa\u0107 za Wasz\u0105 dzisiejsza obecno\u015b\u0107 w imieniu naszego KLUBU AGITATOR\u00d3W WIELKIEJ AWANGARDY. Niech mi b\u0119dzie wolno przy tej okazji przedstawi\u0107 moj\u0105 skromn\u0105 osob\u0119 Wielmo\u017cnym Panom. Moje nazwisko Tull \u2013 Juszy\u0144ski Marek. B\u0119d\u0119 mia\u0142 zaszczyt i przyjemno\u015b\u0107 poprowadzi\u0107 nasz\u0105 dzisiejsz\u0105 dysput\u0119. Jako pierwszy g\u0142os zabierze&#8230;<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Teraz zn\u00f3w bardzo widocznie Tarnowicki wierzgn\u0105\u0142 nogami i szarpn\u0105\u0142 prawym barkiem, kt\u00f3ry le\u017ca\u0142 na poduszce. Dryg ten by\u0142 na tyle silny, \u017ce wyrwa\u0142 go ze snu, ale jako \u017ce sen by\u0142 powa\u017cny, to dobr\u0105 chwil\u0119 zaj\u0119\u0142o mu przypomnienie sobie, kim jest i co tu robi. Wsta\u0142 z \u0142\u00f3\u017cka. Koc i poduszk\u0119 schowa\u0142 do skrzyni i ruszy\u0142 do kuchni. Z szafki nad zlewozmywakiem wyj\u0105\u0142 pude\u0142ko z pigu\u0142kami na b\u00f3l g\u0142owy i \u0142ykn\u0105\u0142 od razu dwie. Nigdy nie \u015bpi w dzie\u0144, a gdy juz mu si\u0119 to sporadycznie przytrafi, w\u00f3wczas musi liczy\u0107 si\u0119 z tym, \u017ce po powstaniu, dotrwanie do wieczora b\u0119dzie trudniejsze o znoszenie towarzysz\u0105cego ucisku w okolicach zatok. Chc\u0105c umy\u0107 szklank\u0119, w kt\u00f3rej mia\u0142 wod\u0119 do popicia tabletek, dostrzeg\u0142 zalegaj\u0105ce w zlewie naczynia. Rozpi\u0105\u0142 wiec mankiety koszuli, zawin\u0105\u0142 je nier\u00f3wno na trzy razy pod zgi\u0119cie \u0142okcia i zmy\u0142 mocz\u0105ce si\u0119 od rana talerze. Sen nie dawa\u0142 mu spokoju. Ci\u0105gle widzia\u0142 pi\u0119kne wn\u0119trze Starej Gie\u0142dy i s\u0142ysza\u0142 w g\u0142owie gwar&nbsp; zgromadzonej w Sali Restauracyjnej elity elit. Przekonany jest, \u017ce widzia\u0142 tam, Mickiewicza z S\u0142owackim, hr. Fredr\u0119, Prusa z Sienkiewiczem i \u017beromskiego, Lema, Towia\u0144skiego i Baumana. W rogu Sali, mi\u0119dzy karmazynow\u0105 zas\u0142on\u0105 a fortepianem, dostrzeg\u0142 Pi\u0142sudskiego z Paderewskim, kt\u00f3ry r\u0119k\u0105 przywo\u0142ywa\u0142 Dmowskiego, a obok drewnianego zegara Matejk\u0119 i Malczewskiego. No i w ko\u0144cu dochodzi do\u0144, \u017ce \u00f3w nierozpoznany ksi\u0105dz to nie kto inny jak ojciec Paw\u0119\u017ca, znany jako Piotr Skarga SJ. Myj\u0105c ostatni talerz, oddaje sam sobie nale\u017cne gratulacje, i\u017c rozpozna\u0142 tak wielu. Tylko \u00f3w Tull \u2013 Juszy\u0144ski nijak nie pasuje do tego zacnego grona, a przez sw\u0105 odmienno\u015b\u0107 nie pozwala o sobie zapomnie\u0107. Zakr\u0119ciwszy kurek, strz\u0105sn\u0105\u0142 wod\u0119 z d\u0142oni, przetar\u0142 je bia\u0142\u0105 \u015bcierk\u0105 w du\u017c\u0105 niebiesk\u0105 krat\u0119 i ruszy\u0142 do gabinetu, opuszczaj\u0105c na powr\u00f3t r\u0119kawy i zapinaj\u0105c w drodze guziki mankiet\u00f3w. <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Gabinet jest przewietrzony po przedpo\u0142udniowym paleniu tylko po to, by m\u00f3c go wype\u0142ni\u0107 na nowo tytoniow\u0105 mg\u0142\u0105, co oczywi\u015bcie Tarnowicki czyni. Ca\u0142y wiecz\u00f3r schodzi mu na poszukiwaniach. Najpierw przegl\u0105da encyklopedie, atlasy i czasopisma chc\u0105c znale\u017a\u0107 jakikolwiek \u015blad K.A.W.A \u2013 y, w drugiej kolejno\u015bci, by namierzy\u0107 nieznanego mu profesora. Min\u0119\u0142y co najmniej dwie godziny, gdy w wyniku braku odnalezienia jakichkolwiek poszlak zdecydowa\u0142 si\u0119 na krok, kt\u00f3ry zdarza si\u0119 niezwykle rzadko. W drodze wyj\u0105tku, jako, \u017ce sprawa nie daje mu spokoju, w\u0142\u0105cza komputer i pr\u00f3buje szcz\u0119\u015bcia w Internecie. Jednak jedynym co Internet wyrzuca na wierzch to swoj\u0105 marno\u015b\u0107. Tysi\u0105ce stron niezawieraj\u0105ce nawet grama poszukiwanych tre\u015bci&#8230; a ile\u017c b\u0142\u0119d\u00f3w tam w tre\u015bciach innych. Po kilku straconych kwadransach poszukiwa\u0144 wy\u0142\u0105cza go i rusza do salonu, gdzie zostawi\u0142 jeszcze przed wyj\u015bciem na spacer kopert\u0119 z zerwanym lakiem. Jeszcze raz j\u0105 ogl\u0105da, uwa\u017cnie przygl\u0105da si\u0119 ka\u017cdej literze i czyta s\u0142owo po s\u0142owie. Co mo\u017ce oznacza\u0107 to senne widzenie, czy mo\u017cliwa jest sytuacja, \u017ce to nie jeden z g\u0142upich \u017cart\u00f3w wymierzony w jego niesk\u0142onne do b\u0142aznowania jestestwo? Nie ma si\u0142y d\u0142u\u017cej nad tym my\u015ble\u0107, a jako \u017ce dwa nieplanowane spocz\u0119cia wystarczaj\u0105co mocno zaburzy\u0142y porz\u0105dek tego dnia, to tym razem pilnuje sam siebie, by nie ulec pokusie <em>rozmy\u015blania<\/em>. I tak by\u0142oby ono bezwarto\u015bciowe, bo pe\u0142ne emocji i zm\u0119czenia. w kt\u00f3rym jak powszechnie wiadomo, umys\u0142 jest ot\u0119pia\u0142y i sk\u0142onny do podj\u0119cia decyzji irracjonalnych. Zostawia zaproszenie w fotelu i przechodzi do toalety. K\u0142adzie si\u0119 w wannie po brzegi nape\u0142nionej gor\u0105c\u0105 wod\u0105 i le\u017cy. Po ka\u017cdej takiej przyjemno\u015bci i tak bierze zwyczajny prysznic, ale trwa to czasem i do godziny. Gdy wychodzi od\u015bwie\u017cony w ci\u0119\u017ckim granatowym szlafroku, chwyta w kuchni najtwardsze jab\u0142ko, zjada je, patrz\u0105c bezrefleksyjnie przez okno, kt\u00f3re z powodu panuj\u0105cego na zewn\u0105trz mroku bardziej teraz przyjmuje funkcje lustra ni\u017c prze\u017arocza wy\u015bwietlaj\u0105cego rzeczywisto\u015b\u0107. Trwa to oko\u0142o dziesi\u0119ciu minut, po czym gasi \u015bwiat\u0142o i dochodzi do sypialni i idzie spa\u0107. Przed wej\u015bciem pod pierzyn\u0119 w\u0142\u0105cza jeszcze budzik \u2013 bo strze\u017conego Pan B\u00f3g strze\u017ce \u2013 i po tej ostatniej aktywno\u015bci dnia udaje si\u0119 na zas\u0142u\u017cony odpoczynek. Nie mo\u017ce zasn\u0105\u0107. Pociesza go fakt, \u017ce zna pow\u00f3d tej niemocy \u2013 czyli swoj\u0105 popo\u0142udniow\u0105 drzemk\u0119 \u2013 i w\u0142a\u015bciwe zaczynaj\u0105c my\u015ble\u0107 o tym, co ta drzemka za sob\u0105 przynios\u0142a, odp\u0142ywa.&nbsp;<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Dopiero co sko\u0144czy\u0142 toalet\u0119 i od razu, jakby zaraz mia\u0142 nast\u0105pi\u0107 koniec \u015bwiata, zasiada do <em>rozmy\u015blania. <\/em>Niby o poranku umys\u0142 mia\u0142 by\u0107 bardziej czujny i dzi\u0119ki temu lepiej odpiera\u0107 irracjonalne pomys\u0142y. R\u00f3wnie\u017c miniona noc mia\u0142 sta\u0107 si\u0119 swoist\u0105 tam\u0105 oddzielaj\u0105c\u0105 my\u015bli od uczu\u0107, jednak jak powszechnie wiadomo, teoria nie zawsze przek\u0142ada si\u0119 na praktyk\u0119. Pawe\u0142 Tarnowicki zasiada w fotelu z przekonaniem o swoje wolno\u015bci i rozpoczyna proces. Tym razem bierze na tapet nie sprawy \u015bwiatowe, europejskie, a nawet nie polskie, ale swoj\u0105 w\u0142asn\u0105, a dok\u0142adniej rzecz ujmuj\u0105c spraw\u0119 listu i popo\u0142udniowego snu. Kto Tarnowickiego cho\u0107 troch\u0119 zna, wie, \u017ce ten proces to zwyczajne teatrum. \u017badnej decyzji Tarnowicki podejmowa\u0107 teraz nie b\u0119dzie, bo ta zapad\u0142a ju\u017c w czasie wczorajszej relaksacji w wype\u0142nionej po brzegi gor\u0105ca wod\u0105 wannie. Teraz tylko sam przed sob\u0105 i dla siebie udaje rozwa\u017canie na wypadek, gdyby podj\u0119ta decyzja okaza\u0142 si\u0119 po czasie b\u0142\u0119dn\u0105. To teatrum uprawia ju\u017c od lat, czasem nawet to sobie u\u015bwiadamia, ale cz\u0119\u015bciej odbiera iluzje jako zachodz\u0105c\u0105 rzeczywisto\u015b\u0107.&nbsp; Tak, wi\u0119c siedz\u0105c zanurzonym w fotelu, wyci\u0105ga teraz&nbsp; argument za argumentem, by za dwa kwadranse w czasie przemierzania pokoju w te i nazad, wypowiedzie\u0107 p\u00f3\u0142g\u0142osem my\u015bl zaczerpni\u0119t\u0105 z Sokratesa:&nbsp;<\/p>\n<blockquote><p><em>tylko g\u0142upiec si\u0119 nie myli&#8230; p\u00f3jd\u0119 tam, a je\u015bli to \u017cart i kpina \u2013 zarzekam si\u0119 \u2013 znajd\u0119 tego b\u0142azna i&#8230;<\/em><\/p><\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\">Zawiesza t\u0119 my\u015bl \u2013 podobnie jak wystrzega si\u0119 grymas\u00f3w twarzy, tak i nie pozwala sobie na propagowanie przemocy \u2013 t\u0105 ma za najwi\u0119kszy przejaw prymitywizmu&#8230; cho\u0107 my\u015bli s\u0105 szybsze ni\u017c ich zatrzymanie i wie ju\u017c, \u017ce owego b\u0142azna <em>po prostu przetr\u0105ci.<\/em> <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Jest zadowolony i w\u0142a\u015bciwie nie bierze ju\u017c teraz pod rozwag\u0119 innego scenariusza, jak tylko, \u017ce b\u0119dzie dzi\u015b wieczorem bra\u0142 udzia\u0142 w spotkaniu na, kt\u00f3re czeka\u0142 ca\u0142e \u017cycie, cho\u0107 do wczoraj o tym nie wiedzia\u0142.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Jak ma w zwyczaju po rozmy\u015blaniu udaje si\u0119 przygotowa\u0107 \u015bniadanie. Wchodz\u0105c do kuchni, przypomnia\u0142 sobie, \u017ce nie wypi\u0142 kawy, ale wci\u0105\u017c niezdrowo podekscytowany godzin\u0105 siedemnast\u0105 minut trzydzie\u015bci, wybacza sobie to drobne odst\u0119pstwo od umi\u0142owanej normy. Przygotowanie posi\u0142ku trwa, wi\u0119c dzi\u015b d\u0142u\u017cej o rytua\u0142 z kawiark\u0105, bo ile sobie czasem co\u015b sobie wybacza, tyle nigdy niczego nie odpuszcza \u2013 dodatkowo od smaku kawy, a mo\u017ce bardziej zawartej w niej kofeiny, jest ju\u017c zwyczajnie uzale\u017cniony.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Rusza teraz do gabinetu, cho\u0107 <em>tez\u0119 <\/em>ma ju\u017c sko\u0144czon\u0105, a to ona by\u0142a jego dotychczasow\u0105 prac\u0105 i zaj\u0119ciem. Przegl\u0105da j\u0105 teraz na spokojnie. Czyta wczorajsze, skrz\u0119tnie u\u0142o\u017cone zako\u0144czenie. Zamienia pojedyncze s\u0142owa na ich mocniejsze odpowiedniki, inne z kolei nieco \u0142agodzi lub ca\u0142kiem skre\u015bla. Zgadza si\u0119 z tym, co napisa\u0142. Tre\u015b\u0107 go ju\u017c nie przejmuje, w\u0142a\u015bciwie upadek obyczaj\u00f3w nadaje jego \u017cyciu sensu i kolorytu. Czasem przera\u017ca go to odkrycie, ale nic ju\u017c na to nie poradzi. Nie jego to wina, \u017ce urodzi\u0142 si\u0119 co najmniej 100 lat za p\u00f3\u017ano. Praca nad korekt\u0105 zabra\u0142a mu prawie trzy godziny, a wypalone podczas niej papierosy resztki tlenu.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Dzi\u015b w ramach <em>przechadzki <\/em>idzie do fryzjera \u2013 nie wyobra\u017ca sobie wieczornego wyj\u015bcia, bez wcze\u015bniejszego podci\u0119cia i od\u015bwie\u017cenia zaniedbanej nieco fryzury. Wizyta w salonie jest dla niego okazj\u0105 do odtworzenia wczorajszej przerwanej, a mo\u017ce bardziej nierozwini\u0119tej my\u015bli, o upadku zawod\u00f3w i profesji. Siedz\u0105c na sk\u00f3rzanym obracanym fotelu z zapi\u0119t\u0105 pod szyja p\u0142acht\u0105, wpatrywa\u0142 si\u0119 w du\u017ce lustro. Widzia\u0142 w nim siebie i strzyg\u0105cego go fryzjera. Patrz\u0105c na zwinne ruchy jego palc\u00f3w i s\u0142uchaj\u0105c przyjemnego dla ucha stukotu no\u017cyczek, postanowi\u0142 zagai\u0107 i jak zwykle w takich okoliczno\u015bciach, si\u0119gn\u0105\u0142 do Wyspia\u0144skiego:<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em><strong>&#8211; C\u00f3\u017c tam Panie w polityce?<\/strong> \u2013 <\/em>zapyta\u0142, b\u0119d\u0105c przekonanym, \u017ce os\u0142awione pytanie z pocz\u0105tku Wesela Wyspia\u0144skiego znaj\u0105 wszyscy i&nbsp; dzi\u0119ki temu zacznie si\u0119 niezobowi\u0105zuj\u0105ca, ale pozbawiona prymitywizmu, rozmowa.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">\u00ad<em>&#8211;<strong> A daj Pan spok\u00f3j, kto by chcia\u0142 o tym m\u00f3wi\u0107 Panie kochany. Ci\u0105gle te same ryje, za przeproszeniem, i od lat ten sam problem prosz\u0119 Pana: kradli, kradn\u0105 i b\u0119d\u0105 kra\u015b\u0107. Gdybym ja prosz\u0119 Pana, mia\u0142 takiego na fotelu<\/strong> <\/em>\u2013 kontynuuje, trzymaj\u0105c no\u017cyczki niebezpiecznie blisko t\u0119tnicy Tarnowickiego \u2013 <em>t<strong>o oby brzytwy nie by\u0142o pod r\u0119k\u0105. <\/strong><\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">W salonie zapanowa\u0142 cisza, z tych cisz niezr\u0119cznych. Fryzjer podcina\u0142 czubek w\u0142os\u00f3w Tarnowickiego, a ten tylko pokiwa\u0142 z lekka g\u0142ow\u0105, k\u0142ami\u0105c w ten spos\u00f3b, \u017ce podziela zdanie fryzjera, unikaj\u0105c dzi\u0119ki temu dalszej dyskusji z ignorantem. Teraz zaczyna rozmow\u0119 na poziomie, czyli monolog wyg\u0142aszany przed samym sob\u0105 i stwierdza w nim ze smutkiem, \u017ce niegdy\u015b, wcale nie tak dawno temu, fryzjerzy musieli by\u0107 \u015bwiatli, bo g\u0142owy, kt\u00f3re strzygli to by\u0142y G\u0142owy i z szacunku do tych G\u0142\u00f3w nie wypada\u0142o by\u0107 nieobeznanym z rozmaitymi sprawami. Dzi\u015b te G\u0142owy te\u017c s\u0105, tyle tylko, \u017ce jak biblioteki \u2013 posiadaj\u0105 ogromn\u0105 m\u0105dro\u015b\u0107, ale nie ma ch\u0119tnych, by wzi\u0105\u0107 co\u015b z ich bogato zastawionych p\u00f3\u0142ek.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Do domu wraca mimo rozczarowania fryzjerem z tym samy podekscytowaniem, z kt\u00f3rym z niego wyszed\u0142. W drodze sam nie wie kiedy, rozpoczyna uk\u0142adanie wydarze\u0144 wieczora, tworz\u0105c rozbudowan\u0105 projekcje niedalekiej przysz\u0142o\u015bci. Zastanawia si\u0119 te\u017c, kogo mog\u0142y symbolizowa\u0107 te s\u0142awne persony, kt\u00f3re widzia\u0142 we \u015bnie. Spodziewa\u0142 si\u0119 spotka\u0107 wytrawnych profesor\u00f3w filozofii, czo\u0142owych polityk\u00f3w, nagradzanych artyst\u00f3w&#8230; spokoju nie dawa\u0142 mu ksi\u0105dz Skarga SJ. Czy jest dzi\u015b w Polsce duchowny jego pokroju? On takiego nie zna, ale ksi\u0119\u017cy po prawdzie nie zna za wielu, a tych, kt\u00f3rych pozna\u0142, oni zbyt dos\u0142ownie wzi\u0119li sobie do serca nauk\u0119 Chrystusa, i\u017c <em>maj\u0105 by\u0107 prostaczkami. <\/em>Nie wyrokuje jednak tym razem absolutnie, ma za ma\u0142o danych. <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">W domu zjada obiad. To jedyny posi\u0142ek, kt\u00f3ry kupuje gotowy u m\u0142odej \u015blicznej dziewczyny, kt\u00f3ra pracuje w obleganej przez ca\u0142y tydzie\u0144 garma\u017cerii. Dzi\u015b ma flaki, a jako \u017ce je uwielbia, to wzi\u0105\u0142 przy zakupie dwie porcje, licz\u0105c sobie za drugie danie. Po strawie, kt\u00f3ra do\u015bwiadczy\u0142a mu nie ma\u0142o przyjemno\u015bci, zmywa naczynia \u015bniadaniowe i od razu wszystkie te, kt\u00f3rych u\u017cy\u0142 teraz. Z salonu przenosi radio i ustawia je na parapecie w sypialni. Rozk\u0142ada desk\u0119 do prasowania i w\u0142\u0105cza \u017celazko, a w czasie, gdy si\u0119 ono nagrzewa, wyszukuje fale regionalnego PR \u2013 maj\u0105 nadawa\u0107 audycj\u0119 angielskiego BBC. Lubi s\u0142ucha\u0107 tej stacji, bo zosta\u0142o w niej co\u015b z anglosaskiej wra\u017cliwo\u015bci j\u0119zykowej, poza tym to najlepszy spos\u00f3b na \u0107wiczenie mowy Shakespeare\u2019a, szczeg\u00f3lnie gdy wzrok zaj\u0119ty jest \u015bledzeniem kant\u00f3w prasowanych spodni. Ze spodniami sprawa jest prosta, koszula te\u017c nabiera w\u0142a\u015bciwego sobie u\u0142o\u017cenia wraz z kilkoma przejazdami gor\u0105cej blachy, ale marynarka to zawsze wyzwanie, i zawsze frustracja. Gdy tylko zabiera si\u0119 za jej przygotowanie, traci zdolno\u015b\u0107 podzielno\u015bci uwagi i ostatnie s\u0142owa \u2013 zupe\u0142nie wyrwane z kontekstu &#8211; jakie dochodz\u0105 do\u0144 z g\u0142o\u015bnik\u00f3w radia to: <em>When in Rome, do as the Romans do [z ang. je\u015bli wejdziesz mi\u0119dzy wrony, musisz kraka\u0107 jak i one].<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Po uprz\u0105tni\u0119ciu sypialni od\u015bwie\u017cy\u0142 si\u0119 i przebra\u0142 w garnitur. Na tarczy zegara by\u0142a godzina 15<sup>00<\/sup>. W prawdzie dojazd do Rynku nie trwa d\u0142u\u017cej ni\u017c dwa kwadranse, ale jako \u017ce z ka\u017cd\u0105 chwil\u0105 jest coraz bardziej podniecony, decyduje si\u0119 wyj\u015b\u0107 z domu ju\u017c teraz. Rzecz jasna t\u0142umaczy to sobie poczuciem odpowiedzialno\u015bci &#8211;&nbsp; wymieniaj\u0105c z marszu tysi\u0105c mniej i bardziej realnych scenariuszy mo\u017cliwego sp\u00f3\u017anienia \u2013 po czym dla wzmocnienia decyzji o wyj\u015bciu stwierdza, \u017ce nie by\u0142 w Rynku ju\u017c od dawna i nadmiar czasu wykorzysta na odpoczynek w zabudowie Starego Miasta.<\/p>\n<h1><strong>IV<\/strong><\/h1>\n<p style=\"text-align: justify\">Do przystanku tramwajowego ma spory kawa\u0142ek drogi. Odleg\u0142o\u015b\u0107 dziel\u0105ca go od tor\u00f3w to cena, jak\u0105 p\u0142aci on i jego s\u0105siedzi za wzgl\u0119dn\u0105 wolno\u015b\u0107 od miejskiego zgie\u0142ku i huku zawsze pe\u0142nych maszyn dr\u00f3g. Id\u0105c wzd\u0142u\u017c czerwono ceglanego muru ci\u0105gn\u0105cego si\u0119 przez ca\u0142\u0105 d\u0142ugo\u015b\u0107 chodnika, jego uwag\u0119 zwraca ch\u0142opak \u2013 wieku prawie na pewno ju\u017c studenckim \u2013 kt\u00f3ry trzyma za plecami ma\u0142y bukiecik zrobiony z kilku bia\u0142ych r\u00f3\u017c i jakich\u015b innych mniejszych kolorowych kwiat\u00f3w. Zdaje si\u0119, \u017ce m\u0142oda dziewczyna zmierzaj\u0105ca w jego kierunku, jest mu znajoma, bo wida\u0107 na jej twarzy \u2013 mimo dziel\u0105cej ich odleg\u0142o\u015bci &#8211; wyra\u017ane zaczerwienienie. Tarnowicki przystan\u0105\u0142 \u2013 udaje teraz, \u017ce wi\u0105\u017ce buta \u2013 ale tak naprawd\u0119 wpatruje si\u0119 z zaciekawieniem w t\u0119 niecodzienn\u0105 dla niego scen\u0119. Na co dzie\u0144 obserwuje kaczki, \u0142ab\u0119dzie i ryby z pobliskiego stawu, ludzi unika. Jakie jest jego zdziwienie, gdy ch\u0142opak na przywitanie ca\u0142uje delikatnie dziewczyn\u0119 w nastawiony policzek i rozk\u0142adaj\u0105c r\u0119k\u0119 m\u0142odej damy, wsadza w jej d\u0142o\u0144 bukiecik. Odchodz\u0105, trzymaj\u0105c si\u0119 za r\u0119ce, zostawiaj\u0105c Tarnowickiego w os\u0142upieniu. Zastanawia si\u0119, kto go tego nauczy\u0142, a pytaj\u0105c sam siebie, nie zauwa\u017ca, \u017ce pytanie to stawia z u\u015bmiechem na twarzy.&nbsp; Przypadki si\u0119 zdarzaj\u0105 &#8211; my\u015bli nie chc\u0105c d\u0142u\u017cej si\u0119 nimi zajmowa\u0107 \u2013 i wstawszy z przykuca symuluj\u0105cego wi\u0105zanie sznurowade\u0142, zmierza w stron\u0119 przystanku, kt\u00f3ry ju\u017c wida\u0107 za \u015bwiat\u0142ami. Tramwajem nie jecha\u0142 ju\u017c dawno i mo\u017ce w\u0142a\u015bnie dlatego bardziej zajmuje go teraz pytanie, kt\u00f3r\u0105 lini\u0105 dojedzie do Rynku, ni\u017c frustracja, \u017ce niegdy\u015b dogmatycznie niebieskie wagony, dzi\u015b&nbsp; oszpecone s\u0105 reklamami pe\u0142nymi negli\u017cu i prostackich hase\u0142. Po rozszyfrowaniu rozk\u0142adu jazdy wsiada w siedemnastk\u0119. Tramwaj pe\u0142ny jest ludzi nieobecnych. <!--nextpage--> S\u0142uchawki, telefony, gdzie nie gdzie pojedyncze rozmowy realne, ale i te go dra\u017cni\u0105, bo s\u0105 zdecydowanie za g\u0142o\u015bne. Trzymaj\u0105c si\u0119 uchwytu, dostrzega pasa\u017cerk\u0119 siedz\u0105ca na plastikowym krzese\u0142ku, nie pasuj\u0105c\u0105 do pozosta\u0142ych podr\u00f3\u017cnych. Czyta ksi\u0105\u017ck\u0119 i to nie byle jak\u0105, bo jak przez nachalne wgapienie si\u0119 w jej karty dostrzega, jej autorem jest kongenialny Albert Camus. Tarnowicki prze\u017cywa drugi zaskoczenie tego wyj\u015bcia. W czasach, w kt\u00f3rych za literatur\u0119 uwa\u017ca si\u0119 opis swych seksualnych fantazji, albo spisanie \u2013 i to nie zawsze na w\u0142a\u015bciwym ksi\u0105\u017cce poziomie \u2013 w\u0142asne histori\u0119 nazywane autobiografiami, m\u0142oda kobieta oko\u0142o trzydziestki si\u0119ga po noblist\u0119. Czy s\u0105, wi\u0119c jeszcze ludzie na poziomie? S\u0105! Patrzy teraz na m\u0142od\u0105 kobiet\u0119 oko\u0142o trzydziestki, a spojrzenie, kt\u00f3rym j\u0105 darzy, a kt\u00f3rego ona siedz\u0105c ty\u0142em, widzie\u0107 nie mo\u017ce, pe\u0142ne jest uznania i wdzi\u0119czno\u015bci. Tramwaj mija teraz pojoanicki ko\u015bci\u00f3\u0142 Bo\u017cego Cia\u0142a i \u0142ami\u0105c si\u0119 na przegubie, skr\u0119ca w prawo. To jego przystanek. Jeszcze oko\u0142o dziesi\u0119ciu minut marszu i b\u0119dzie w samym \u015brodku dawno niewidzianego Rynku. Po pokonaniu podziemnego przej\u015bcia jego oczom ukaza\u0142 si\u0119 pi\u0119kny p\u00f3\u017anogotycki Ratusz i otaczaj\u0105ce go kolorowe kamieniczki. Przypominaj\u0105 mu si\u0119 lata ca\u0142kiem m\u0142odzie\u0144cze \u2013 w\u00f3wczas tramwaj wje\u017cd\u017ca\u0142 do samego Rynku, a za tramwajem tak\u017ce i prywatne samochody. Teraz jest jakby \u0142adniej i \u2013 boi si\u0119 wypowiedzie\u0107 s\u0142owo, jakie przynios\u0142a mu ta my\u015bl \u2013 i jakby lepiej. W czasie tego zamy\u015blenia dzwon ratuszowej wie\u017cy wybija cztery sygna\u0142y \u2013 ma jeszcze p\u00f3\u0142torej godziny. Spaceruje, rozgl\u0105da si\u0119 i co rusz przypomina sobie miejskie ciekawostki i legendy. Doszed\u0142 do miejsca, gdzie niegdy\u015b serwowali wybitn\u0105 wuzetk\u0119 i cho\u0107 z g\u00f3ry zak\u0142ada, \u017ce nie b\u0119dzie tak dobra jak przed laty, nie wiadomo kiedy zajmuje miejsce przy ma\u0142ym okr\u0105g\u0142ym stoliczku wystawionym na kawiarnianym ogr\u00f3dku. Po chwili oczekiwania na zam\u00f3wienie powolnymi ruchami ma\u0142ego srebrnego widelczyka kosztuje ciastka i popija je ma\u0142\u0105 czarn\u0105. Rzeczywi\u015bcie, nie myli\u0142 si\u0119, wuzetka nie smakuje jak wcze\u015bniej. Spogl\u0105daj\u0105c w czasie tego arbitralnego stwierdzenia na m\u0142ode ma\u0142\u017ce\u0144stwo i ich ma\u0142\u0105 c\u00f3rk\u0119 \u015bpi\u0105c\u0105 w g\u0142\u0119bokim w\u00f3zku ustawionym w cieniu obok ich stolika, bolesne staje si\u0119 dla niego odkrycie, \u017ce wcze\u015bniejszy \u2013 lepszy smak wuzetka zawdzi\u0119cza\u0142a obecno\u015bci kole\u017canek, kt\u00f3re zaprasza\u0142 tu na licznych randkach czy to w czasach nauki w szkole \u015bredniej, czy na Uniwersytecie. B\u00f3l po chwili znika, tak samo jak znikn\u0119\u0142o ciastko i kawa. Korzysta jeszcze przez chwil\u0119 z miejsc\u00f3wki, za kt\u00f3r\u0105 zap\u0142aci\u0142, przep\u0142acaj\u0105c za ten nieplanowany sentymentalny deser. R\u00f3wno o siedemnastej rusza wolnym spacerowym krokiem w stron\u0119 przyleg\u0142ego do Rynku Placu Solnego. Wprost proporcjonalny do zmniejszania si\u0119 dystansu koniecznego do przebycia, jest przyrost przej\u0119cia i stresu. Teraz czuje to wyra\u017anie, bo jak zawsze w takich okoliczno\u015bciach r\u0119ce ma mokre od potu, a w gardle uczucie jakby zatrzyma\u0142a si\u0119 w nim pestka, co najmniej od \u015bliwki. Przez moment my\u015bli nawet o wycofaniu si\u0119, ale gdy tylko powzi\u0105\u0142 t\u0119 my\u015bl, by\u0142 ju\u017c na tyle blisko gmachu Starej Gie\u0142dy, \u017ce by\u0142o zwyczajnie za p\u00f3\u017ano. Dochodz\u0105c do drzwi, ujrza\u0142 dw\u00f3ch m\u0142odych przyklejonych do kolumnady boj\u00f3w. By\u0142o dok\u0142adnie tak samo, jak we \u015bnie. Jako \u017ce postanowi\u0142 wej\u015b\u0107 do \u015brodka, wsun\u0105\u0142 praw\u0105 r\u0119k\u0119 do lewej wewn\u0119trznej kieszeni marynarki i wymacawszy w niej pustk\u0119, poczu\u0142, \u017ce nie tylko r\u0119ce ma spocone, ale \u017ce ca\u0142y zala\u0142 si\u0119 zimnym potem. Zapomnia\u0142 zaproszenia. Ku jego zdziwieniu widz\u0105cy go boj otworzy\u0142 ci\u0119\u017ckie drzwi i gestem drugiej \u2013 wolnej \u2013 r\u0119ki zaprosi\u0142 go do hallu g\u0142\u00f3wnego. Wszystko by\u0142o dok\u0142adnie tak samo, jak w jego sennym widzeniu. Na lewo Sala Restauracyjna, a przed ni\u0105 tablica \u2013 szyld zapraszaj\u0105cy na spotkanie K.A.W.A. \u2013 y. Na zaproszeniu, kt\u00f3rego nie wzi\u0105\u0142 ze sob\u0105 \u2013 co teraz przesadnie sobie wyrzuca \u2013 widnia\u0142a godzina 17 minut 30. Wysun\u0105wszy spod mankietu zegarek, spojrza\u0142 na jego tarcz\u0119 i jako \u017ce do rozpocz\u0119cia by\u0142o ju\u017c tylko siedem minut, postanowi\u0142 wej\u015b\u0107 do \u015brodka, by zaj\u0105c strategiczne miejsce \u2013 czyli takie blisko drzwi. Jak du\u017ce by\u0142o zdziwienie na jego twarzy, gdy ujrza\u0142 pe\u0142n\u0105 po brzegi sale go\u015bci, nie spos\u00f3b opisa\u0107. Gdy w\u015br\u00f3d gustownie, cho\u0107 ubranych nieco na star\u0105 mod\u0142\u0119, go\u015bci rozpozna\u0142 te same twarze co we \u015bnie, zbarania\u0142 i zbaranienia swego w og\u00f3le nie kry\u0142. Mo\u017cliwe nawet, \u017ce nie wiedzia\u0142, jak g\u0142upi\u0105 poz\u0119 przyj\u0119\u0142a teraz jego zazwyczaj niewzruszona twarz. Kiedy w ko\u0144cu ockn\u0105\u0142 si\u0119 z tego zawieszenia, nie my\u015bl\u0105c za wiele, postanowi\u0142 jak najszybciej opu\u015bci\u0107 to dziwne miejsce, kt\u00f3re gdyby mia\u0142 czas si\u0119 zastanowi\u0107, z pewno\u015bci\u0105 okre\u015bli\u0142by \u017cyw\u0105 alej\u0105 zas\u0142u\u017conych. Nacisn\u0105\u0142 z impetem na krzyw\u0105 mosi\u0119\u017cn\u0105 klamk\u0119 i szarpn\u0105\u0142 za drzwi. Szarpn\u0105\u0142 raz, drugi, trzeci, a potem ju\u017c szarpa\u0142 je bez opami\u0119tania, wcale nie dbaj\u0105c o to, \u017ce wygl\u0105da jak ob\u0142\u0105kany. Si\u0142 nie mia\u0142 za du\u017co, a drzwi ani my\u015bla\u0142y, by go wypu\u015bci\u0107. Zrezygnowany pad\u0142u u ich progu i chyba tylko przez cud nie rozp\u0142aka\u0142 si\u0119 jak zagubione w sklepie dziecko.W trakcie, gdy on le\u017ca\u0142 jak zbity pies, \u015bwiat\u0142a na Sali z lekka przygas\u0142y, a z g\u0142o\u015bnik\u00f3w pop\u0142yn\u0105\u0142 s\u0142yszany ju\u017c gdzie\u015b przez niego g\u0142os: <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Wielce Szanowni Panowie, dzie\u0144 dobry. Mam zaszczyt przywita\u0107 Was i podzi\u0119kowa\u0107 za Wasz\u0105 dzisiejsza obecno\u015b\u0107 w imieniu naszego KLUBU AGITATOR\u00d3W WIELKIEJ AWANGARDY. Niech mi b\u0119dzie wolno przy tej okazji przedstawi\u0107 moj\u0105 skromn\u0105 osob\u0119 Wielmo\u017cnym Panom. Moje nazwisko Tull \u2013 Juszy\u0144ski Marek. <\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Zaintrygowany Tarnowicki zebra\u0142 w sobie resztki si\u0142y, u\u0142o\u017cy\u0142 pr\u0119dko w\u0142osy r\u0119k\u0105, jak uk\u0142ada\u0142 je zawsze, obci\u0105gn\u0105\u0142 zawini\u0119te pod czas walki z drzwiami nogawki dopiero co wyprasowanych spodnii podpieraj\u0105c plecami zamkni\u0119te na siedem spust\u00f3w drzwi \u2013 ju\u017c bez uczucia strachu, a z nut\u0105 zaintrygowania \u2013 s\u0142ucha\u0142.&nbsp;<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>B\u0119d\u0119 mia\u0142 zaszczyt i przyjemno\u015b\u0107 poprowadzi\u0107 nasz\u0105 dzisiejsz\u0105 dysput\u0119. Jako pierwszy g\u0142os zabierze&#8230;<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">I oto teraz jeszcze chwil\u0119 temu grobowa cisza Sali zamieni\u0142a si\u0119 teraz w targowiskow\u0105 wrzaw\u0119, z t\u0105 jednak znacz\u0105c\u0105 r\u00f3\u017cnic\u0105, \u017ce przekrzykiwali si\u0119 nie w\u0142a\u015bciciele, czy ajenci ma\u0142ych kramik\u00f3w, ani ich klienci, a elita elit i kwiat tego narodu. W ca\u0142ym tym krzyku z trudem wychwytywa\u0142 Pan Tarnowicki &#8211; r\u00f3\u017cnie ubrane w s\u0142owa, acz co do sensu dok\u0142adnie takie same \u2013 zdania.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Banda ignorant\u00f3w prosz\u0119 Pan\u00f3w! Lenie, gamonie i nieudacznicy! Kosmopolici i sprzedawczycy. Okr\u0119t dumnie nazywany Rzeczpospolita, prosz\u0119 Pan\u00f3w, jest bez kapitana i za\u0142ogi i tylko czeka\u0107 kiedy na w\u0142asne \u017cyczenie rozbije si\u0119 na ska\u0142ach nihilizmu. <\/em>\u2013 krzyczeli przez si\u0119 zgromadzeni pod sam\u0105 m\u00f3wnic\u0105.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>To pokolenie nie tylko zak\u0142ada na siebie ohydne p\u0142achty, ale jeszcze szczyci si\u0119 ich przywdzianiemi ani my\u015bli o ich zrzuceniu. I wewn\u0119trzy ogie\u0144 \u2013 niemo\u017cliwy do zagaszenia \u2013 zagasili. <\/em>&nbsp;\u2013 jeszcze g\u0142o\u015bniej ni\u017c prz\u00f3d Sali wrzucali Ci zgromadzeni po lewej jej stronie<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>O tempora, o mores! <\/em><em>O tempora, o mores&nbsp; <\/em>\u2013 z pogard\u0105 potrz\u0105saj\u0105c g\u0142owami wt\u00f3rowa\u0142a im prawa cze\u015b\u0107 zebranych w pomieszczeniu.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Tarnowicki nie wierzy\u0142 w to, co si\u0119 dzia\u0142o, i nie ogarnia\u0142 zewsz\u0105d pojawiaj\u0105cych si\u0119 inwektyw. Pr\u00f3bowa\u0142 teraz nie\u015bmia\u0142o podchodzi\u0107 do dawno zmar\u0142ych \u2013 cho\u0107 teraz jakby \u017cywych i obecnych \u2013 legend i przekonywa\u0107 ich, \u017ce to nie pe\u0142en obraz. On \u2013 pierwszy demagog czas\u00f3w wsp\u00f3\u0142czesnych. On \u2013 naczelny dekadenta Rzeczypospolitej. On autor <em>tezy\u2026 <\/em>Nie mia\u0142 wcze\u015bniej przygotowanych argument\u00f3w, wi\u0119c emocjonalnie, z autentycznym wzruszeniem pocz\u0105\u0142 opowiada\u0107 o minionych przed wej\u015bciem do Starej Gie\u0142dy spotkaniach. M\u00f3wi\u0142 o m\u0142odym d\u017centelmenie \u2013 widzia\u0142 go teraz bardzo dok\u0142adnie \u2013 kt\u00f3ry wiedzia\u0142 jakie maniery obowi\u0105zuj\u0105 przy spotkaniu z dziewczyn\u0105. M\u00f3wi\u0142 o czytaj\u0105cej w tramwaju pe\u0142nym \u201enieobecnych\u201d kobiecie, kt\u00f3r\u0105 si\u0119gn\u0119\u0142a po niekwestionowanie wybitnego Camus\u2019a. M\u00f3wi\u0142 o pi\u0119knym wzorze rodziny \u2013 kt\u00f3ry obudzi\u0142 w nim pewn\u0105 t\u0119sknot\u0119 \u2013 kt\u00f3ry podgl\u0105da\u0142 na deserze w kawiarnianym ogr\u00f3dku nieopodal Placu, na kt\u00f3rym teraz s\u0105 i krzycz\u0105.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Jego argumenty zdawa\u0142y si\u0119 na nic \u2013 nikt z zebranych go nie s\u0142ucha\u0142 \u2013 a gdy w ko\u0144cu w nerwach, nad kt\u00f3rymi niezwykle rzadko traci panowanie \u2013 potrz\u0105sn\u0105\u0142 najmniej przez siebie lubianym Towia\u0144skim, dosz\u0142o do\u0144, \u017ce jego tam dla nich zwyczajnie nie ma. Nic z tego nie rozumia\u0142 i prawdopodobnie nie zrozumia\u0142by nigdy, gdyby przez g\u0142o\u015bniki nie us\u0142ysza\u0142 m\u00f3wi\u0105cego wprost do niego z m\u00f3wnicy prof. Tull \u2013 Juszy\u0144skiego. <!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\"><em>Wielmo\u017cny Panie Pawle \u2013 prosz\u0119 wybaczy\u0107 t\u0105 poufa\u0142o\u015b\u0107 \u2013 Panie Tarnowicki. Niech\u017ce Pan nie protestuje, liberum veto tu nie obowi\u0105zuje i nikogo z tych, kt\u00f3rych Pan przecie\u017c tak ceni, jak Pan dostrzega nie obchodzi. To przecie\u017c Pa\u0144ska diagnoza \u015bwiata i Pa\u0144scy bohaterowie, czy\u017c nie? <\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Tarnowicki stal zmieszany. Nie spos\u00f3b by\u0142o odm\u00f3wi\u0107 racji profesorowi. W czasie jego konsternacji Tull \u2013 Juszy\u0144ski rzek\u0142: <em>When in Rome, do as the Romans do. <\/em>Tarnowicki poblad\u0142, ale nim zd\u0105\u017cy\u0142 jakkolwiek zareagowa\u0107, gwar ucich\u0142, tworz\u0105cy go wyparowali, a wraz z nimi znikn\u0105\u0142 tak\u017ce tajemniczy profesor. Zosta\u0142 sam po\u015brodku pustej Sali Restauracyjnej. Nie mia\u0142 poj\u0119cia, co si\u0119 wydarzy\u0142o i w czym wzi\u0105\u0142 udzia\u0142. Nie wiedzia\u0142 nawet, czy wydarzenia ostatniej godziny w og\u00f3le zaistnia\u0142y w \u015bwiecie rzeczywistym. Pierwszy raz w \u017cyciu Tarnowicki nie wiedzia\u0142 nic i pierwszy te\u017c raz nie udawa\u0142, \u017ce jest inaczej. Tak jak wszed\u0142 do Sali, zdecydowanie chwytaj\u0105c klamk\u0119 na siedem minut przed planowan\u0105 godzin\u0105 rozpocz\u0119cia, tak te\u017c teraz j\u0105 opu\u015bci\u0142, a drzwi nawet przez moment nie stawia\u0142y mu oporu. W miejscu stoj\u0105cego wcze\u015bniej szyldu sta\u0142 teraz inny. Spojrza\u0142 na niego mimochodem, szukaj\u0105c jakiegokolwiek wyt\u0142umaczenia tego zaj\u015bcia.<\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>LUCTUS<br \/>\nDOM POGRZEBOWY<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>KOMPLEKSOWA POMOC W ORGANIZACJI POGRZEB\u00d3W I STYP. <\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><em>Vitae brevis cursus, gloriae sempiternus<br \/>\n\u017bycie jest kr\u00f3tkie \u2013 chwa\u0142a nie\u015bmiertelna.<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: right\"><strong><em>Marcus Tullius ~ Cicero<\/em><\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: justify\">Tarnowicki wyszed\u0142 na Plac. \u015awie\u017ce powietrze i widok wieczornego rozgwie\u017cd\u017conego nieba cieszy\u0142 go teraz, jak kogo\u015b, kto odzyska\u0142 po d\u0142ugim czasie wolno\u015b\u0107. Chcia\u0142o mu si\u0119 \u015bpiewa\u0107, ta\u0144czy\u0107, krzycze\u0107, ale najbardziej chcia\u0142o mu si\u0119 zapali\u0107 papierosa, kt\u00f3rego niestety ze sob\u0105 nie mia\u0142. Do domu wr\u00f3ci\u0142 pieszo. Po drodze nuci\u0142 piosenki, kt\u00f3re znik\u0105d przychodzi\u0142y mu na pami\u0119\u0107, a nawet przebieg\u0142 przez jezdnie na ostatni\u0105 chwil\u0119, g\u0142upio si\u0119 przy tym u\u015bmiechaj\u0105c. I nie robi\u0142 sobie z tego powodu wyrzut\u00f3w \u2013 dzi\u015b us\u0142ysza\u0142 ich za wiele \u2013 i potrzebowa\u0142 dla r\u00f3wnowagi cho\u0107 przez moment zadowoli\u0107 si\u0119 z tego, jak jest. <!--nextpage--><\/p>\n<h1><strong>V<\/strong><\/h1>\n<p style=\"text-align: justify\">W domu nie ta\u0144czy\u0142 ani nie \u015bpiewa\u0142, ale odpali\u0142 papierosa, a po nim jeszcze ze dwa. Otworzy\u0142 sw\u00f3j czarny brulion, kt\u00f3rego zapisane krzaczastym pismem strony w ca\u0142o\u015bci sk\u0142ada\u0142 si\u0119 na <em>tez\u0119<\/em>. Dopalaj\u0105c papierosa, wyrwa\u0142 z zeszytu gruby plik kartek z zapiskami i na nowej, pierwszej ca\u0142kiem czystej stronie, napisa\u0142:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: center\"><em>Teza:<\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><em>Prze\u017cywszy \u015bmier\u0107 i \u017ca\u0142ob\u0119 po w\u0142asnych wyobra\u017ceniach,<br \/>\nrozpoczynam \u017cycie rzeczywiste w poczuciu szcz\u0119\u015bcia, kt\u00f3rego w\u0142a\u015bnie do\u015bwiadczam. <\/em><\/p>\n<p style=\"text-align: right\"><em>Pawe\u0142 Tarnowicki<\/em><\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify\">Wpatrywa\u0142 si\u0119 teraz d\u0142ugo w to zdanie. Szuka\u0142 go tak d\u0142ugo, a by\u0142o tak blisko. Paradoks to ciekawy, ale jest zbyt zm\u0119czony, by po\u015bwi\u0119ci\u0107 mu wi\u0119cej czasu. Tak jak by\u0142 ubrany \u2013 w najlepszym garniturze i w nie\u015bci\u0105gni\u0119tych butach \u2013 po\u0142o\u017cy\u0142 si\u0119 na nieza\u015bcielonym \u0142\u00f3\u017cku i usn\u0105\u0142 zapomniawszy nastawi\u0107 budzika.<\/p>\n<p style=\"text-align: center\"><strong>***<\/strong><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><a href=\"#_ftnref1\" name=\"_ftn1\"><span><\/span><\/a><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>I Budzik zadzwoni\u0142 o 545 \u2013 dzwoni ju\u017c tak od lat. Od lat te\u017c nikogo ju\u017c nie budzi, bowiem nastawiaj\u0105cy go co wiecz\u00f3r w\u0142a\u015bciciel, naturalnie wyrywany jest ze snu na kilka minut przed nim. Nastawia go, mimo, \u017ce nie spe\u0142nia swej podstawowej roli \u2013 budzenia \u2013 poniewa\u017c wierzy g\u0142\u0119boko w sens porz\u0105dku i harmonii, a [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":156,"featured_media":114,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"categories":[3],"tags":[],"class_list":["post-88","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-opowiadania_kwarantannowe"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/88","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/156"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=88"}],"version-history":[{"count":12,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/88\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":119,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/88\/revisions\/119"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/media\/114"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=88"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=88"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/janglaba.jezuici.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=88"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}